wtorek, 18 grudnia 2012

O Beskidzie Niskim i historiach z nim związanych

O trudnych początkach

-Ale nie chce mi się jechać - to nie jedź - no ale już za późno, nie mogę zrezygnować - jak nie? - no nie, poza tym muszę jechać  żeby kontynuować kurs - no ale nie chce Ci się to nie jedź - no nie chce mi się, ale pewnie i tak będzie super. 
A w głębi duszy tak naprawdę czekałem na ten wyjazd i jechać chciałem, tylko z ludzkiej potrzeby narzekania mówiłem jak mi źle i nie dobrze, że w mróz, śnieg i zawieję się pcham. Plecak już dopakowany, buty zaimpregnowane, wszystko gotowe, ciepły grzaniec rozgrzewa organizm. 
- No to do zobaczenia po weekendzie. 
I jestem już w Beskidzie Niskim, gdzie wiatr przenika do szpiku kości i mrozi całe ciało. 

Noc jeszcze walczy choćby o minutę rządzenia nad Uściem Gorlickim, gdzie wysiadam z busa. Nieubłaganie zbliża się świt, ale żeby odejść z mocnym akcentem, noc atakuje zimnym wiatrem, przenikającym przez wszystkie warstwy ubrań, które mam na sobie. Tuż przed brzaskiem zawsze jest najzimniej. 
Herbata, kanapki - wszystko to samo, wciąż cieszy. Rozpoczynamy marsz, stoki stają się coraz wyraźniejsze w świetle dnia, śnieg bielszy, drzewa bardziej brązowe, życie kolorowe.

O ogniu zimowym

Nie ma nic piękniejszego niż ogień buchający w zimowym lesie, rozświetlający zmarznięte twarze towarzyszy i ośnieżone drzewa wokoło. Ogień od zawsze gromadzi ludzi i jest centrum życia podczas wypraw, jednak ognisko w zimową noc ma w sobie coś niepowtarzalnego i magicznego, czego w lato nie uświadczysz. Siedząc przy nim i spoglądając na tańczące cienie i granicę światła, za którą jest ciemność lasu, wypatruję niezwykłych stworzeń. Czegoś ponad-normalnego, żyjącego jedynie w ulotnej chwili na granicy ciepła i jasności płonącego ogniska oraz ciemności i chłodu lasu. To połączenie wytwarza niepowtarzalną przestrzeń, w której świat zewnętrzny przestaje mieć znaczenie, ustępując miejsca temu momentowi magicznego uniesienia. Jest coś pięknego w tym ogniu zimowym. Lecz piękno jest w oczach patrzącego, a język w którym chcę opisać samego siebie i swoje przeżycia jest niewypowiedzialny, więc nie zrozumiesz mnie tak, jak chciałbym żebyś zrozumiał/a.

O miejscu, gdzie nie ma niczego 

Torujesz drogę w śniegu sięgającym niekiedy ponad kolana. Wyszedłeś z lasu, więc wiatr hula bez przeszkód, sypiąc okruchami lodu w twarz. Przed Tobą kępa krzaków, drzewo, parę gałązek wystających ponad śnieg. I nagle nie ma już krzaków, i nie ma drzewa, i nie ma gałązek. Stoisz w białej pustce. Było niebo - nie ma nieba. Była ziemia - nie ma ziemi. Był horyzont - nie ma horyzontu. Był szczyt pagórka - nie ma szczytu pagórka. To jakby miejsce, którego z braku wyobraźni Bóg nie zaprojektował - przecież i tak nikt tu nie przyjdzie - więc zostaje biel i pustka zupełna. Mózg rozpaczliwie próbuje dostrzec cokolwiek, jakiś kształt, ruch w tej rzeczywistości bez życia, szarpie się i szuka punktu zaczepienia dla zmęczonych oczu, w których iskrzy milion punkcików, istniejących jedynie w tych oczach, w tym momencie. Widzisz coś, czego inni nie widzą, sam produkujesz wrażenia, żeby nie zostać w bezczynności umysłowej, w której rozum zamiera i budzą się demony. Ciemność to brak czegokolwiek, próżnia, w której unosisz się jako oddzielny byt - człowiek. Wokół Ciebie inny byt - ciemność, w której nie ma nic, oprócz niej samej. Z kolei światło utula Cię, łączy z Tobą tworząc jeden organizm, w którym stajesz się jego częścią. I teraz jesteś na szerokim wzniesieniu, wokół Ciebie nic oprócz bieli. I nie jest to ani światło, ani ciemność. Z jednej strony otula Cię, jednak wciąż pozostając w dystansie do Ciebie. Jesteś w tej otchłani bez kształtów, bez dźwięków, bez zapachu, bez wrażeń dotykowych, bo ta pustka jest wokół Ciebie, ale jakby obok. Nie dotniesz jej, bo oddala się proporcjonalnie do Twoich ruchów. I nie jesteś w niej bezpośrednio - within, tylko w klatce próżniowej wewnątrz niej - inside. Włosy na głowie siwieją Ci od zimna. To miejsce nie-istniejące, nie-zaprojektowane, nie-pokolorowane, nie-pamiętane, nie-będące, nie-wypełnione pochłania wszystko, razem z Twoim czasem. Wysysa z Ciebie minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata całe, zostawiając ostatecznie trochę prochu, który poderwany przez wiatr stanie się częścią tej bieli. Więc czym prędzej uciekasz z tego miejsca, do życia rzeczywistego, które znasz, bo go doświadczasz, widzisz, czujesz, smakujesz i dotykasz. Bo w tym życiu jest czego dotykać i co postrzegać - a tam jedynie nicość. I teraz Ty masz wspomnienie miejsca, w którym byłem, a we mnie zostaje wspomnienie emocji, które miałem. Bo byłem w tej otchłani i było to niesamowite przeżycie. 

O ludziach 

Nikt nie musiał mi nigdy mówić, że szczęście jest prawdziwe jedynie wtedy, gdy jest dzielone. Zawsze to wiedziałem i według tej zasady starałem się działać. I mimo, że wszystkie moje odczucia, wrażenia i przeżycia są moimi osobistymi i intymnymi, o których piszę ze swojego punktu widzenia - to wynikają one z czasu spędzonego wspólnie z innymi. W moich wspomnieniach na tym blogu nie znalazły się jeszcze osoby trzecie. Dlaczego? Bo mimo, że przeżywamy coś wspólnie, to jednak każdy ma inną pamieć przeszłych wydarzeń. Dlatego też staram się skupić na własnych przeżyciach, bo tylko je mogę w pewnym stopniu uporządkować. Ale wszystko to bez innych ludzi nie byłoby takie, jakim to opisuję. Pomimo tego, że ciągnie mnie w miejsca nieznane i odległe, gdzie mógłbym po prostu być, to nie wyobrażam sobie podróżować samotnie, bez chociażby poznawania ludzi w drodze. Więc tutaj wspomnę o tych, bez których tego, co powyżej, by nie było. I tak Mariusz, Magda, Kaja, Paulina, Mikołaj i Krzysiek - dzięki za możliwość wędrowania z wami i poznawania was. Because happiness is only real when shared.  

O samym Beskidzie Niskim

Beskid Niski jest przepiękny, gdy jest przysypany śniegiem. Nieprzetarte szlaki, niskie, acz strome pagórki, stare cmentarze porozrzucane po całym terenie, stare cerkwie pokryte gontem. Rzeczywiście jest w tych górach coś nieodkrytego, jakby dzikiego i nienaznaczonego jeszcze cywilizacją. Historie o Łemkach wciąż żywe w starych drzewach, które pamiętają okres wysiedleń czy walki konfederatów. I ten spokój i cisza na wzgórzach, jedynie szum wiatru i przestrzeń. Zauroczył mnie Beskid Niski.

lekcja 3: Szczegóły budują historię. 


1 komentarz:

  1. Prawdziwe i piękne. Piękne, bo prawdziwe. Bo jest i świat i Ty, nigdy nie rozdzielaj (rozdzieraj). Idź w dal i w głąb <3

    OdpowiedzUsuń